Jak już co bardziej spostrzegawczy zauważyli - minęło bardzo dużo czasu od ostatniego posta. Cóż. Studenckie szalone życie na to nie pozwalało. Haha. Kogo ja oszukuję. Nie chciało mi się pisać.
Nie było o czym.
Nie było o kim.
Dla kogo.
Mój zapał pisarski jak szybko ożył tak szybko umarł. Żywot miał krótki, mało satysfakcjonujący, ale liczy się sam fakt, że powstało nowe życie. Teraz powstaje kolejne, jeszcze jedno szalone życie i mam nadzieję, że to pożyje jednak trochę dłużej. Bo jak mówią - jest fajnie i kolorowo.
Studenckie życie polega na tym, że codziennie wstaję przed siódmą. Ach, oprócz poniedziałku! Wtedy witam dzień równo o szóstej rano, bo muszę jechać na największeinajgorsze wypiździejewo MORASKO, bo jak pisałam wcześniej jako wf mam step o ósmej. A że z mojej miejscówki na Morasko (bez w!) jedzie się jakieś 40 minut z przesiadką, to się muszę poświęcać. Przynajmniej jest ze mną moja osobista i własna Tęcza, więc czas zlatuje bardzo przyjemnie.
"W poniedziałek nie możemy się na wfie przemęczać, bo musimy iść do Tesco po ciastka"
Obijam się na stepie - bo mogę. Pani Ewka wymyśla nam zbyt skomplikowane układy, których mój prowincjonalny mózg nie ogarnia, więc tylko stoję i kręcę się w miejscu, żeby było, że coś robię. Dzięki Boże, że zaliczenie to obecność!! Gdyby liczyły się stepowe umiejętności, ledwo zdałabym na CZY, więc minutą ciszy uczcijmy obecnościowe zaliczenie.
Poznań to dziwne miasto, a moja dzielnica mieszkalna jeszcze dziwniejsza. Mam wrażenie, że władze Poznania nie lubią mojej dzielnicy, bo na każdym przejściu dla pieszych wisi tabliczka z napisem "Przechodź na zielonym! Daj przykład dzieciom!" - a u nas same świerszcze, nic nie ma. Jak widać, nie chcą u nas dzieci. Więc jak ktoś pojedzie koło INEI to spokojnie może sobie w takiego delikwenta pierdyknąć, bo władze mają to w poważaniu.
(Nie żebym namawiała na jakieś brutalne morderstwa, ale skoro już sami dają na to pozwolenie, to dlaczego by nie skorzystać?)
I tutaj się ukazuje moje wieśniactwo! Historia z życia wzięta. Wychodzę sobie z tramwaju z tuzinem innych ludzi. Stajemy na przejściu, czerwone światło. Tramwaj przejeżdża. I nagle, cała ta wuchta ludzi jak nie weźmie i nie pójdzie na następną stronę! A ja stoję jak taka kaczuszka i czekam na zielone. Ludzie już dawno w domach, a ja stoję i czekam. Słońce wstaje, bo nowy dzień - a ja stoję i czekam. Lato się zaraz zacznie - ja stoję i czekam. Wszyscy już po magisterce - a ja nadal stoję i czekam na zielone światło.
Nawet staruszek z laską popierdziela na czerwonym.
Trochę ze studenckiego życia uczelniowego - nuda. Mój przepiękny Hogwart koło Teatru Wielkiego sprawia, że nie mam życia. O ósmej zaczynam, o dwudziestej kończę. Mam od 11 do 15 zazwyczaj jakieś malutkie okienko, więc jest szansa, że wrócę do mieszkania i zjem jakiś obiad (wcześniej przywieziony z domu i szczelnie ulokowany w zamrażalniku, żeby był zawsze gotowy do odgrzania w fenomenalnym wynalazku jakim jest mikrofalówka). Wracając wieczorem do domu jestem tak padnięta, że tylko myju, piżamka i do łóżka. A kiedy czytać teksty, książki, robić notatki! Więc w czwartek nocą wracam na moją wieś i cały weekend spędzam w książkach.
Następnym razem opiszę (nie) wspaniałość poznańskich lumpeksów i opowiem trochę o moich wykładowcach. Kolorowej Ance, Adze od żalu, czy Marku H., który każe nam czytać książkę swojego autorstwa. Będziemy ją interpretować!!
Powodzenia wszystkim studentom w kolejnym tygodniu prac!
Ahoj, Marynarze!
Poznański Wieśniaku! ♥
OdpowiedzUsuńUrzekło mnie Twoje poczucie humoru! Czekam na więcej.
PS. Czekaj grzecznie na zielone, bo jak coś w Ciebie pierdyknie to już nic nie napiszesz, a tego i ja bym nie przeżyła.
Mam Cię teraz nazywać Poznański Wieśniak? Wolę Madzia, Madzia super Madzia.
OdpowiedzUsuńMasz od mnie nie jedynkę jednak a masz 5! Widzisz, postarałaś się! Masz moje błogosławieństwo. Idź dalej, nawet na czerwonym, nie chce sama zostać z mandatem...
Ps. Nie narzekaj, bo nie jest tak źle.
Tęcza.